| « styczeń » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | ||||||
| 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 |
| 09 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 |
| 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 |
| 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 |
| 30 | 31 | |||||
Nic nadzwyczajnego. Prostota w każdym słowie. I dystans - do przecinków i kropek.
Znalezione, nie kradzione!
(http://www.foksal.com.pl/
imi%C4%99-Magdalena.htm)
Magdalena ma spory temperament i poczucie własnej wartości.
Bystry umysł oraz cięty język dają jej przewagę nad otoczeniem. Zawsze usiłuje postawić na swoim, dlatego w jej towarzystwie ma się tylko dwie możliwości - zaakceptować jej dominację albo uciekać. Nie warto z nią dyskutować, bo nic dobrego z tego nie wyniknie. Ta impulsywna kobieta nerwowo reaguje na wszelki sprzeciw. Jeśli zaś nie będziemy zbyt mocno obstawać przy swoim, to rozmowa z nią może nam sprawić przyjemność, jako że jest to osoba oczytana, o szerokich zainteresowaniach.
Często podróżuje, otacza się pięknymi przedmiotami, ma rękę do kwiatów. Nie znosi wulgaryzmów, brzydoty, prostactwa. Otoczona sporym gronem znajomych, niełatwo się wiąże. Niewielu ludzi wytrzymuje bowiem życie na tak wysokich obrotach.
(...) Absolutnie nie pozwoli sobie narzucić rygoru, stałych obowiązków i regularności w czymkolwiek.
Jadę pociągiem relacji Pruszków-Warszawa. Naprzeciwko mnie dwóch studentów toczy oto jakże pouczającą rozmowę:
- No widzisz, już trzynaście SMS-ów od niej dostałem w ciągu dwóch godzin - mówi jeden, pokazując telefon.
- Nieżle. Ale ładna jest? - pyta drugi.
- No, nawet do ogarnięcia - odpowiada pierwszy. Jednak widz, którym jestem ja, widzi wyraźnie, że coś jest na rzeczy. Rozmówca też to zauważa, więc pyta.
- Ale co głupia?
- Nie. Nie lubię jak kobiecie bardziej zależy - wzdycha pierwszy.
Drogie Panie, pozostaje więc dystans, obojętność i brak zaangażowania:) Jak widać, są w cenie!
PS Notabene bardzo ciekawe określenie urody "do ogarnięcia". To chyba coś w stylu "szału nie ma", ale popatrzeć można. Jeśli się mylę Panowie, poprawcie!:)
Do średnich temperatur
krótkich rękawków
wypraw rowerem
słońca za oknem
wiosennego wiatru
butów do kostki
świeżych owoców
zieleni wokół
tęskno mi Boże!
W polskich piosenkach padają takie pytania, że aż strach na nie odpowiadać. Zamiast szukać odpowiedzi, proponuję zestawienie najlepszych 5 pytań retorycznych.
Miejsce 5.
P. Markowska "Eliksir życia"
"A jeśli deszcz zaskoczy znowu mnie i Ciebie nie będzie?"
Wujek Dobra Rada: dobrze jest nosić parasolkę w torebce.
Miejsce 4.
N. Kukulska "Im więcej Ciebie, tym mniej"
Dlaczego im więcej ciebie tym mniej?
Zawsze wydawało mi się to podejrzane.
Miejsce 3.
Formacja Nieżywych Schabuff "Ławka".
Czy ktoś ich jeszcze razem widział?
Czy ktoś cokolwiek o nich wie?
O yeah, o yeah, o yeah
Czy kochają się?
O yeah. Nie można kablować.
Miejsce 2.
Liber & Sylwia Grzeszczak "Co z nami będzie"
"Kiedy znajdziemy się na zakręcie, co z nami będzie?"
Jeśli na zakręcie, to lepiej nie wyprzedzać.
Miejsce 1.
A. Wyszkoni "Czy ten Pan i Pani"
"Czy ten pani pani są w sobie zakochani?
Czy ta pani tego pana chce?"
Halo motylki! Jesteście tam? Wyłazić z brzuchów! Mamy problem.
Więcej pytań nie pamiętam i że je cytuję żałuję, poprawy poziomu tekstów większości polskich piosenek nie oczekuję.
Trwa kazanie dla dzieci. Ksiądz zadaje pytanie związane z ewangelią. Zgłasza się mały chłopiec i mówi:
- A ja mam Tic-Taki i klocki mam.
:)
Jeśli przyjąć, że "życie to książka"*, w 2012 r. postanowiłam nie wertować dotychczasowych rozdziałów, nie zachwycać się tym, co było, nie wracać do początku, nie wspominać bohaterów, nie rozczulać się nad wzruszającymi scenami, nie szukać błędów, nie analizować każdej strony.
Stawiam na pisanie nowych przygód.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
* w zależności od życia może być książką obyczajową, popularno-naukową, romansem, kryminałem itd.
Życie składa się z rzadkich, oddzielonych momentów najwyższego znaczenia i nieskończonej liczby przerw pomiędzy tymi momentami. A ponieważ cienie tych momentów unoszą się w trakcie tych przerw nieustannie wokół nas, więc warto dla nich żyć.
Janusz Leon Wiśniewski
Drodzy Czytelnicy Drobnostek!
Życzę Wam, by nowy rok był inny, w każdej dziedzinie lepszy. By było bardziej kolorowo, mniej problemowo i szczęśliwie.
Wiem, że z postanowieniami noworocznymi różnie bywa, dlatego przygotowałam kilka szablonów, które możecie pobrać i zrealizować w 2012 roku.
1. Będę milsza, mniej egoistyczna
2. Będę więcej myśleć o sobie, nie o innych
3. Kupię samochód
4. Sprzedam samochód
5. Będę siedzieć mniej na facebooku
6. Wykasuję konto z facebooka
7. Wreszcie zarejestruję się na facebooku
8. Zrobię to, to i jeszcze tamto
9. Nie będę robić tego i tamtego
10. Rzucę palenie, pracę lub coś innego
11. Spełnię swoje największe marzenie
12. Będę czytać 20 minut dziennie
13. Zakocham się
14. Odkocham się
15. Nauczę się gotować
16. Schudnę
17. Przytyję
18. Nauczę się jeździć na rolkach/łyżwach/desce/nartach
Ilość pobrań nieograniczona :)
M.
A gdy M. wzburzona i pełna wściekłości zaczęła wydawać rozkazy* Bogu ducha winnym koleżankom i kolegom z pracy, A. próbując powstrzymać ten pęd nieokiełzanej złości, z dozą ostrożności spytał:
Na misie w domu też tak krzyczysz?
Bomba rozbrojona.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
*co rzadko jej się zdarza, ale jednak... ;)
Kiedy już utworzyłam listę świątecznych prezentów, któe chcialabym dostać (nie była długa, nie przesadzajmy!:)), pomyślałam, że fajnie by było znaleźć pod choinką... fizjoterapeutę albo fryzjera do usług przez cały rok (i absolutnie nie musieliby to być panowie! :)) Modne fryzury (w tym codzienne modelowanie i prostowanie moich coraz dłuższych włosów), masaże w chwilach największego stresowego napiecia (w domu i w pracy, of course) to prezenty, które z pewnością służyłyby mi przez 365 dni w 2012 r.
Ten wpis nie powstał dla zabicia czasu. Po prostu pomyślałam, że gdyby ktoś chciał podarować mi coś na święta, taka sugestia może się przydać;)
Kochać można byle jak
I byle kogo.
Ja kochałem właśnie tak,
Nim przyszłaś ty.
Byłaś mi już bardzo potrzebna,
Wymyśliłem cię więc
Kiedyś w barze nad ranem,
Czując, że
Znów sam zostanę.
Kochać można byle jak
I byle za co.
Ale tęskni się do dnia,
Gdy przyjdzie ktoś,
Ktoś, kto byle jak kochanym
Za nic nie zechce być.
Kto wszystko zechce brać,
Kto wszystko zechce dać.
Lub nic.
Tak jak ja dziś.
Kochać można byle jak
I mimo wszystko.
A ty nie chcesz nawet tak
Pokochać mnie.
A ja właśnie ciebie wymyśliłem
Na miłość swą.
I boję się wciąż dnia,
Dnia, w którym kochać bym cię miał
Też byle jak.
Maria Czubaszek
Boję się, że mi tak zostanie:
podwójnych spacji wychwytywanie
dywizu na półpauzę w myślach zamienianie
błędów dostrzeganie
przecinków dostawianie
I że mi to nie przeszkadza
Udawanie.
Namiętnie (i nazimnie) czytam książkę "Każdy szczyt ma swój Czubaszek". Tytuł to Top Model wszystkich tytułów, posiadający wyjątkowy X-factor (wiem, wiem, za dużo telewizji!). Inaczej mówiąc: dla samego tytułu prędzej czy póżniej kupiłabym tę książkę, ale Mikołaj chciał inaczej i przyniósł mi ów dar w prezencie. A ponieważ bardzo lubię poczucie humoru Pana Artura Andrusa, wiedziałam, że czeka mnie terapia śmiechem. Jego wywiad z Panią Marią Czubaszek to prawdziwa gratka dla tych, którzy mają dystans do świata i potrafią śmiać się z samego siebie. Czytelnika zachwycają inteligencja i błyskotliwość rozmówców oraz przezabawne wspomnienia, które chłonie się do ostatniego wersu.
To co dzisiaj spowodowało, że siadam przed komputerem i piszę na blogu, to neologizm, który warto przytoczyć, zanim wpadnie w otchłań niepamięci, zwaną w niektórych kręgach sklerozą. Dla jego zrozumienia nie ma znaczenia kontekst ani tło społeczne. To genialne słowo pada na stronie 61 i tym samym na stałe wpisuje się w mój Zasób Słów Wyjątkowych. Chodzi o "uszucie". Ten wyraz pojawił się w pozwie o rozwód małżeństwa Czubaszków. Prawdopodobnie była to literówka, jednak Pani Maria nadała nowy sens temu słowu. A więc "uszucia" to uczucia, których ma się już powyżej uszu. Tak bliski jest mi ten neologizm, że nie pozostaje mi nic innego, jak Chapeau bas!
Na przekór sobie i dla odmiany postanowiłam cieszyć się życiem (wiem, że dla wielu może to być szok!:). Marudzenie, wybrzydzanie i oczekiwanie na "coś, co może nigdy nie przyjść" to pułapka, w którą można wpadać każdego dnia bez końca. A życie jest piękne (banał, ale jaki!). Tylko trzeba umieć się nim zachłysnąć, otworzyć szerzej oczy i odczarować szarą rzeczywistość. Dobrym słowem, uśmiechem i miłym gestem. Sprawdziłam i gorrrrąco polecam.
Spod kołdry dla drobnostek
napisała
MW.
Mam wrażenie, że w tym ciągłym byciu naj i best of the best, w zdobywaniu codziennych szczytów i życiowych gór, w udowadnianiu sobie, że dam radę, potrafię, umiem, w przekonywaniu do siebie całego świata, w uśmiechaniu się, gdy najzwyczajniej w świecie chce się ryczeć (nie płakać!), w zmaganiu się ze słabościami, których nie sposób pokonać, zapominamy o najważniejszym.
Że jesteśmy tylko ludźmi.
W czasie tych szaro-burych dni listopada kilka razy złapałam się na myśleniu o tym, jak zapamiętają mnie inni. "Kiedy mnie już nie będzie".
Wojnowska od drobnostek?
I stale szukam dowodów, że strach ma wielkie oczy...
O mojej niespełnionej miłości do InDesigna (programu do składu i łamania książek, gazet itp.) można by napisać niezłe romansidło. W tej urzękającej historii było wszystko: moje pierwsze fascynacje programem jeszcze w czasie studiów, później obojętność i zapomnienie po przeprowadzce do Warszawy aż do wielkiego wybuchu gorącego uczucia po latach. I choć nic z tego krótkotrwałego romansu nie będzie, to pozostaje mi przedstawić jego owoc. Nie znajdziecie go w księgarniach, ani w empikach, a już na pewno w kioskach Ruchu.
Oto on - niedoskonały, ale stworzony z miłości: owoc.
Potrzebuję lepszej pamięci:
do dat
do twarzy
do chwil szczęśliwych
do nazwisk
do sukcesów
do wyjątkowych spotkań
do łez szczęścia
do spełnionych marzeń
Chcę, by moje życie zapadło mi w pamięć.
Niedawno obejrzałam film "Kobiety pragną bardziej"* [kolejne świetne (!) tłumaczenie angielskiego tytułu He's Just Not That Into You].
I choć momentami może nieco naiwny, pokazuje trochę prawdy o tym, jakie jesteśmy - my, kobiety w relacjach z mężczyznami. Mistrzynie w snuciu refleksji "zadzwoni, nie zadzwoni", "to był znak czy jeszcze nie?", "kocha czy tylko lubi?". Bezkonkurencyjne w analizowaniu JEGO spojrzeń, gestów, słów. Nieprześcignione w wymyślaniu za NIEGO wymówek ("pewnie nie ma zasięgu", "nie dzwoni, bo jest zapracowany" itd., itp.). I zupełnie nie chodzi o to, że "baby są jakieś inne". Chodzi o odpowiedź na pytanie "po co"? :)
Polecam na sobotni wieczór zarówno Paniom, jak i Panom! Zapewniam, że po obejrzeniu filmu świat relacji damsko-męskich wygląda zupełnie inaczej :)
-----------------------------------------------------------------------------------------------
*Dostępny na kinomaniak.tv
Czy motylki, te od zakochania, łaskoczące w brzuchu też odlatują na zimę do ciepłych krajów?
Był już ranking piosenek z dzieciństwa, ranking najlepszych tekstów z dzieciństwa... Nadszedł wreszcie czas na ranking gier i zabaw z dziecięcych (przedszkolnych i szkolnych) lat.
Miejsce 10
Stary niedźwiedź mocno śpi
Nie pamiętam, czy byłam kiedyś niedźwiedziem, ale to musiało być straszne uczucie. Bo nie dość, że stary, to jeszcze śpi, a na dodatek wszyscy się go boją, no a jak się zbudzi to już koniec. Kto pamięta? Pierwsza godzina niedźwiedź śpi... Druga godzina niedźwiedź chrapie. Trzecia godzina niedźwiedź... Ach te przedszkolne emocje:) Bezcenne.
Miejsce 9
Chodzi lisek koło nogi
Biedny lisek nie ma ręki (!) ani nogi, a musi chodzić dookoła. Co ciekawe, za moich czasów wersja tej zabawy brzmiała tak:
Chodzi lisek koło drogi
Nie ma ręki ani nogi
Trzeba liska pożałować
Kromkę chleba mu darować.
W wersji nowoczesnej lisek na pewno ma nogi.
Chodzi lisek koło drogi.
Cichuteńko stawia nogi,
Cichuteńko się zakrada,
Nic nikomu nie powiada.
O ręce (!) niic nie wiadomo. Może to i dobrze.
Miejsce 7
Gra w klasy
Kreda i narysowany na chodniku schemat (ludzik) z cyframi od 1-9. Skoki na jednej nodze.
Krótko i bez komentarza. Wiadomo o co kaman.
Miejsce 6
Chowany
Zasad tej gry nie muszę przypominać. Najlepsza skrytka to gwarancja poważania i szacunku wśród kolegów i koleżanek. Bo nie każdy miał odwagę wsunąć się pod samochód czy wdrapać na dach klatki. Do dziś pamiętam to tradycyjne odliczanie "10, 9, 8, 7.... szuuukam!" i wrzask "potłuczone gary", gdy coś poszło nie tak!
Miejsce 5
Gra w gumę
Były piątki i dziesiątki, a przy tym dużo radości. Kto chciałby sobie przypomnieć, jak się skakało, zachęcam do obejrzenia intrukcji. To jednak nie wszystko. Były też wyczyny z gumą na różnych wysokościach: kostki, łydki, uda... Wystarczy, że dodam tu jeszcze dupki oraz półdupki i dzieciństwo staje przed oczyma jak żywe ;) Oczywiście guru to ten, kto nie skusił.
Miejsce 4
Myszka Miki
Rodzaj odmiany gry w gumę.
Dla przypomnienia:
Myszka Miki gra w guziki
Kaczor Donald pije sok
A my gramy smik, smak, smok.
Wypowiadając słowa: "smik", "smak", "smok" należało trzema ruchami tak zaplątać gumę, aby była ona nie do "przejścia" przez innych graczy. Nie mam pewności, czy tak to leciało. Ale wierszyk pamiętam.
Miejsce 3
Krowo, krowo daj nam mleka. Jakiego? Byle jakiego.
Gratuluję wszystkim, którzy pamiętają zasady tej zabawy. Dzisiaj próbowałam sobie je przypomnieć i jedyne, co mi się udało, to ustalenie, że na pewno jedna osoba była krową, reszta stała w rozkroku... I przypomniałam sobie jeszcze ten pisk bawiących się, gdy "krowa" wymieniła kolor biały.
Chcesz się pobawić, a nie pamiętasz zasad? Polecam przewodnik.
Miejsce 2
Zbijak/Dwa ognie
Dwie drużyny i jedna piłka. Im więcej osób, tym więcej fanu. Liczył się refleks i zwinność. No i fajnie było być matką.
Miejsce 1
Gra w króla
Im wyżej odbije się piłkę o ścianę, tym większe wyzwanie. Trudno opisać zasady tej gry - w każdym razie chodziło o to, by piłka przeleciała między nogami ;) Najlepsi podrzucali piłkę na wysokość czwartego piętra i potrafili ją jeszcze przeskoczyć. Nie wiem, dlaczego wymieniam tę zabawę na miejscu 1. Może dlatego, że byłam w nią całkiem niezła. No dobra, byłam królem ;D
Uwaga: Ranking jest całkowicie subiektywny i nie należy przykładać go do swojego życia. Bo jak wiadomo, każdy miał swoje podwórko i swoje zabawki ;) Inaczej mówiąc: raz, dwa, trzy... za siebie :)
Czasem płaczę, bo chce mi się płakać, wtedy czuję, że uchodzi ze mnie złość.
Ryszard Riedel
Gdybym wzięła udział w wyborach, mój program polityczny wyglądałby mniej więcej tak:
Coś czuję, że mogłabym wygrać...
W dzieciństwie lubiłam kisiel. Do dziś pamiętam, jak wielki mialam problem z odmianą tego niełatwego słowa. "Dwa kiśle? Trzy kisiele?" - zastanawiała się mała Magda w drodze do sklepu. A że trzeba bylo sobie radzić, zakupy wyglądały tak:
"Poproszę kisiel" - mówiłam z podstępem.
Kiedy sprzedawca podchodził do półki po kisiel, pełna obojętności dodawalam:
"A to niech będą dwa"
Macie swoje historie, do których wraca się przy rodzinnym stole i które, za każdym razem opowiedziane, wciąż wydają się tak samo śmieszne? :)
Może to zabrzmi zbyt bezpośrednio, ale... przyjmę zaproszenie na rurkę z bitą śmietaną.
Nie na kawę, lody, piwo czy szarlotkę na ciepło.
Po prostu rrrrrrurrrrrki sama sobie nie kupię.
Z wiadomych powodów - się wstydzę. A ochota wielka!
Zadanie na weekend:
Weź kartkę i długopis. Przemyśl swoje życie wzdłuż i wszerz, a następnie wypisz wszystkie porażki, tęsknoty, niespełnione marzenia, zawiedzione nadzieje itp.
Potem wyrzuć kartkę do kosza i... zacznij żyć.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
*Ten wpis dedykuję swojej Siostrze w podziękowania za słowa otuchy. Dobrze, że jesteś:)
Osoba, która napisała do mnie na naszej-klasie, a następnie wykasowała konto, proszona jest o kontakt mailowy (wojnowskamagdalena@wp.pl). Chciałabym odnieść sie do tej wiadomości ;-)
Postanowiłam przyznać się publicznie: mam nieodpartą chęć posłuchania dobrej muzyki. W związku z tym, że wszystkie piosenki, które mam, znam już na pamięć (łącznie z aranżacjami), inauguruję akcję "podziel się piosenką".
O co chodzi? Jeśli masz w swojej kolekcji piosenkę, której słuchasz kilka razy dziennie, bo ma w sobie to coś, prześlij mp3 mailem (wojnowskamagdalena@wp.pl) lub podaj jej tytuł w komentarzach.
Co zyskujesz? Zadowolenie autorki bloga. Czyż są cenniejsze drobnostki?:)
Za wszelkie brzmienia z każdej półki z góry bardzo dziękuję.
OGŁOSZENIE
Uwaga! Zgubiłam dystans. Ostatnio miałam go w Gdańsku na Długiej.
Znaki szczególne: przymrużone oko.
Uczciwego znalazcę proszę o kontakt.
M.
Brzeźno. Plaża. Rozmowa dwóch dziewczynek.
- A jak jutro będzie słońce, to będziemy się w wodzie tak utapiać?
- No!
Żałuję, że zakupy nie wyglądają w ten sposób.
- Poproszę bluzkę z krótkim rękawem w odcieniu turkusowym z małą czarną kokardką przy dekolcie. Rozmiar M.
Pani sprzedawczyni wpisałaby moje wytyczne do systemu i po chwili z uśmiechem dodałaby:
- Pani bluzka będzie do odebrania za godzinę. Dziękuję i do zobaczenia.
Do tego typu refleksji skłaniają mnie poszukiwania butów, sukienek na wesele i innych ciuchów, które są najczęściej nie takie, jak sobie wymyśliłam.
A tak na marginesie myślę, że taka fabryka ubrań to biznes przyszłości:) Ja z pewnością byłabym stałą klientką!:)
Są ludzie, którym bez wahania mogłabym napisać na czole:
"Gdy wyliczam dary losu, Ciebie zawsze liczę podwójnie..."*
PS Niektórzy mogą zacząć się bać;)
------------------------------------------------------------------------------------
*cytat pochodzi z magnesu na lodówkę
M. poszła zapisać się do osiedlowej biblioteki, bo lubi czytać książki, a swoich ma niewiele.
M. (pewnie): Chciałam się zapisać do biblioteki.
Pani bibliotekarka (nieśmiało): Hm... może lepiej dla dorosłych?
Ups.
Są wspomnienia, do kórych można się już tylko uśmiechnąć.
A Twoje życie jaki ma smak?
a) spóźnienia na ostatni pociąg
b) dzieciństwa
c) tańca na deszczu
d) śmiechu przez łzy
e) właściwie, nie mam zdania (tj. odczuwam niesmak)
Na wakacje i na życie polecam książkę Szymona Hołowni "Ludzie na walizkach. Nowe historie". Kilkanaście wywiadów z ludźmi, którzy w swoim życiu doświadczyli cierpienia, to rodzaj zimnego prysznica uświadamiającego, co jest cenne, ważne, nieśmiertelne... Nie będę namawiać do lektury - jedyne co chcę napisać, to to, że 30 zł za książkę, to najlepiej wydane przeze mnie pieniądze w ciągu ostatnich dwóch tygodni.
Możliwe, że za kilkadziesiąt lat odpowiedzi na pytanie "A jak się poznaliście?" będą tego typu:
a) "Marcin* przeglądał mój profil na naszej-klasie. Póżniej napisał"
b) "Marta błyskotliwie skomentowała mój demotywator"
c) "Kacper kliknął "lubię to" przy mojej ulubionej piosence na tablicy naszej wspólnej znajomej"
d) "Przez przypadek zaczepiłam Michała na facebooku"
e) "Igor uroczo wpisał mi się do księgi gości na blogu. Musiałam go poznać."
f) "Zośka poprosiła na forum o pomoc w zakupie rolek, pomogłem jej przy ich wyborze"
UWAGA: Ty też możesz wziąć udział w e-love story!
---------------------------------------------------------------------------------------
* Imiona zostały zmienione na potrzeby wpisu. Wszelka zbieżność jest całkowicie przypadkowa... (punktu "e" nie należy utożsamiać z losem autorki bloga)
Ponieważ wszystko ostatnio kręci się wokół Euro 2012, postanowiłam zdobyć się na wyznanie:
Każdego dnia przekonuje się, że ludzie, których spotykam w swoim życiu, to pierwsza liga.
W imieniu śpiochów, uzależnionych od snu, zaspańców i budzikożerców
pytam się każdego z Was...
dlaczego nie ma łóżek w autobusach?
Myślalałam, że to ja jestem najbardziej niezdecydowana na świecie.
A tu surprise!
Moja waga... ona to dopiero się waha!
Jeśli w życiu nie ma przypadków, to dlaczego nieustannie stawiamy pytania "kto", "co?", "kogo", "czego", "komu?", "czemu?", "kogo?", "co?", "z kim?", "z czym", "o kim", "o czym"?
O!
Czuję, że moja przenośna pamięć życia jest już zapełniona.
W sumie codziennie wgrywam nowe obrazy, zapisuję swoje myśli, kopiuję emocje, upycham kontakty.
Może nadszedł czas na "Usuń zaznaczone"?
"(...) W miłości najwspanialszy jest przecież ten pierwszy etap, to uwodzenie i to kłamanie, to konfabulowanie uczucia". (...) A potem jak dojdziemy do "przyszłości", to już nie jest tak wesoło, zaczynają się wtedy kropki, przecinki, dwukropki, cudzysłowy, a pierwszej fazie jest jak u Joyce'a - bez końca zdania sie piszą i piszą się"
Jan Englert
Czasem boję się, że:
Pepsi
Kinder Bueno
Ananasy w puszce
i parówki
znikną ze sklepów bez śladu.
PS Każdy ma swoje lęki.
Zawsze chciałam, by na moim blogu powstał kącik "prześlij pozdrowienia". Tylko u mnie (!) każdy z czytelników mógłby pozdrowić kogoś wyjątkowego/ulubionego/bliskiego itp. Kogoś, komu chce się podziękować, szczególnie docenić itepe itede. I tak... na pewno pozdrowiłabym kierowców autobusu 116, którzy na Placu Wilsona cierpliwie czekają na biegnących z metra do autobusu. Przecież mogą zamknąć drzwi przed nosem albo zwyczajnie w świecie odjechać.
Sentymentem darzę też Panów ochroniarzy z empiku, którzy każdemu, kto wchodzi, mówią "dzień dobry". Wymiękłabym po trzecim przywitaniu klienta. A więc im też się należą pozdrowienia! A dzisiaj? Dzisiaj chciałabym pozdrowić Pana z pewnego sklepu, z którym pogawędziłam w ten oto przemiły sposób:
M: Czy mógłby mi Pan podać cenę tego... (i tu pada nazwa produktu, dla tajemniczości i budowania napięcia nie napiszę o co chodzi).
P: Hm... zastanowię się.
Pan zastanowił się chwilę i podał cenę. Magda dokonuje zakupu kartą.
P: Proszę PIN.
M: Hm... zastanowię się.
Pan lekko zdziwiony, ale transakcja (mimo wszystko) przebiega pomyślnie. M na koniec pyta zuchwale:
A czy dostanę reklamówkę?
P: No, niech będzie....
"Bardzo miła obsługa" - dodała M.
Był uśmiech i pełna kultura:)
I tym samym ruszył mój wymarzony kącik.
Gdyby umięjetność chodzenia na szpilkach można by wpisać do CV, z pewnością łatwiej byłoby mi ją opanować.
Jeśli czujesz przeszywający ból od stóp do głowy, wędrujący od lewej do prawej ręki, nie martw się. To nic poważnego.
Prawdopodobnie ktoś Cię tylko przekreślił.
Niech pan mi wierzy, wracam do domu, to muszę się od początku do siebie przyzwyczajać, zbierać się aż gdzieś od dzieciństwa, od pierwszych słów, pierwszych myśli, pierwszego płaczu, żeby znów poczuć, że to ja...
Wiesław Myśliwski
Leki przeciwtęsknotowe
Ziołowe preparaty na samotność
I kapsułki na smutek
powinny być dostępne w każdej aptece.
Bez recepty.
Nigdy nie miałam talentu do rysowania i nie zamierzam nikogo przekonywać, że jest inaczej. Trochę żałuję, bo zamiast pisać, mogłabym w sposób nieco bardziej atrakcyjny zilustrować ideę, która chodzi za mną od kilku miesięcy (tu czytelnik oczyma wyobraźni powinien zobaczyć wielką ideę chodzącą za Magdą W.!). Ale, ale... wracam do tematu! Co z tą kreską? Rysunek byłby satyryczny. Wiadomo, przerysowane postaci, karykaturalne rysy... Akcja dzieje się w gabinecie psychologicznym (tu czytelnik jest lekko zdziwiony). Bohaterowie (choć to może za duże słowo): psycholog i pacjent. No i zostały jeszcze napisy w chmurkach. Właściwie w jednej - psychologa:
"A więc nie wie Pan czy rzeczywiście Pan lubi te strony czy klika Pan "lubię to', bo inni klikają?"
sobota, 28 stycznia 2012
Licznik odwiedzin: 19 624